sobota, 6 października 2012

Rozdział 11

Siedzałem tam jeszcze chwilę.
W końcu ogarnąłem sie i wróciłem do swojego pokoju.
I poszedłem się umyć..
Trochę mi to pomogło.
Ale i tak dalej wszystko mnie bolało...
Nigdy nie czułem się tak okropnie.
Jedyną pocieszającą myślą było to, ze on wreszcie da mi spokój.
Obiecał..
Niestety, Filip był kłamcą.
Perfidnym, okropnym kłamcą..
Nie wiem co mi sie mogło w nim kiedyś podobać..

Posprzątałem trochę w swoim pokoju.
I wziąłem do ręki gitarę.
Tak dawno na niej nie grałem...
Nie miałem czasu.
Byłem zajęty, albo tym chujem, albo Zuzią.
Moją kochaną Zuzią.

Pobrzdąkałem tylko chwilę, bo była cholernie rozstrojona.
A ja niestety nie potrafię ogarnąć tej jakże trudnej czynności.
Filip mi zawsze stroił gitarę..
Ale o nim chciałem zapomnieć.
Stwierdziłem, że w końcu sam się tego nauczę.

Odłożyłem instrument na miejsce i wyszedłem z pokoju.
Poszedłem do Zuzy.
Chciałem jej opowiedzieć o tym wszystkim.

Zapukałem do jej drzwi.
I wszedłem.
Siedziała na łóżku.
Gdy mnie zobaczyła to wstała.
Rzuciłem jej się w ramiona i zaczałem płakać..


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz