Porozmawialiśmy jeszcze trochę.
A potem przeprosiłem ją i wyszedłem.
Do Filipa.
Zerwac z nim kontakt.
Wreszcie się od niego uwolnić.
I zacząć życ normalnie.
Z nią..
Siedział na lawce na na tyłach szpitala.
Podszedłem do niego i usiadłem obok.
On dosłownie rzucił sie na mnie.
Zaczał mnie bardzo brutalnie całować.
Napierał na mnie całym swoim ciałem.
W końcu uległem.
Leżałem na plecach.
On na mnie.
Pchał mi do ust swój język.
Mierzwił moje włosy.
Ja tylko leżałem.
Nie współpracowałem.
Chciałem tylko, żeby ten koszmar się skończył..
Po chwili Filip wsadził mi ręke w spodnie.
Pewnie chciał, zebym się rozluźnił.
Żeby bylo mi dobrze..
A ja miałem ochotę sie rozplakać.
Bałem się, że zaraz będzie miał ochotę na więcej.
Bałem się, że zrobi mi krzywdę.
Że mnie zgwałci..
Chłopak wstał ze mnie.
Ja dalej leżałem.
Podniósł mnie.
Zapytał co mi się stało, że jestem taki oschły dla niego.
Odpowiedziałem, że nie mam na to ochoty.
Odparł, że mi nie wierzy.
A po chwili jednym pociągnięciem zdjął mi spodnie i bokserki.
Stwierdziłem, że nie będę uciekać, bo to i tak nic nie da.
Zbyt dobrze go znałem.
Wiedziałem, ze jak coś postanowi to to zrobi..
Rozpiął swój rozporek.
I wszedł we mnie.
Bardzo mnie to zabolało.
Ale stwierdziłem, ze wytrzymam to jakoś.
Wiedziałem, że po tym dniu więcej go nie spotkam..
Pchał we mnie swojego kutasa coraz mocniej i mocniej.
Jęczał.
Było mu dobrze.
A mi było coraz gorzej..
Bardzo mnie to bolało.
W pewnym momencie łzy zaczeły mi leciec po policzkach.
Usłyszał, że płaczę.
I zaczął mnie pieprzyć jeszcze mocniej niż do tej pory.
Płakałem jeszcze bardziej.
Po kilkunastu minutach poczułem, że doszedł.
To było obrzydliwe..
Cieszyłem się, bo wreszcie dał mi spokój.
Podciągnałem spodnie i upadłem na ziemię.
Nie potrafiłem po prostu utrzymać się na nogach..
Uklęknął przede mną i usmiechnął się.
Takim okropnym, szyderczym uśmiechem.
A ja płakałem, dalej.
Czułem się okropnie..
Po chwili zapytał się mnie czy mam mu cos do powiedzienia.
Odparłem, że tak.
Powiedziałem, ze w ogóle się nie zmienił.
Że dalej jest takim samym tępym skurwysynem jak kiedyś.
Powiedziałem, ze nie chcę go już znać, żepy spierdalał i dał mi wreszcie spokój.
A on..
Z całej siły przypierdolił mi w ryj.
I powiedział, że zawsze byłem małą ciotą.
Potem pomachał mi jeszcze i poszedł.
Zostałem sam..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz