Ścięło mnie z nóg..
Chciałem jej szybko wszystko wyjaśnić..
A po tym..
A po tym nie wiedziałem co mam zrobić.
Staliśmy tak chwilę w ciszy.
Nagle Zuza zaczęła płakać.
Przytuliłem ją do siebie, nie chciałem, żeby płakała.
Nie chciałem, żeby była smutna..
Nie przeze mnie..
Bo miałem takie cholerne poczucie winy, źle się z tym czułem.
Jestem egoistą i myślę tylko o sobie, wiem..
Chciałbym się zmienić, chciałbym być lepszym czlowiekiem.
Ale nie mam motywacji.
A przede wszystkim nie mam dla kogo sie zmienić..
Po chwili jednak przestałem zajmować się sobą i otarłem jej łzy z policzków.
Ona wtuliła się we mnie i w miarę się uspokoiła.
Później odeszła ode mnie i stanęła przy oknie.
Ja usiadłem na łóżku.
A ona zaczęła mówić, że wiedziała, że jej nie kocham, bo jak mozna kochać takiego kogoś jak ona.
Jak można w ogóle lubić takiego beznadziejnego człowieka.
I znowu się rozpłakała.
Stwierdziłem, że nie będę jej uspokajać, bo to nie ma sensu.
Jak będzie chciała, to sama się uspokoi.
Straciłem do niej po prostu cierpliwość.
Niezależnie od tego co się stanie, ona tylko płacze..
Zuza poryczała jeszce chwilę i zapytała się mnie czy ją okłamałem.
Stwierdziłem, że wypadałoby wreszcie powiedzieć jej prawdę..
Zacząłem więc mówić jej o tym, że było mi jej szkoda, nie chciałem, żeby byłą smutna..
Więc chciałem po prostu poprawić jej humor.
I to kocham Cię tak jakoś przypadkiem mi się wymsknęło..
Ona zapytała się mnie czy w ogóle ją lubię.
Odpowiedziałem, że tak, bo to prawda.
W sumie jeszcze niedawno kochałem ja jak siostrę, ale teraz stwierdziłam, że jest dość wkurzająca i jednak niezbyt do siebie pasujemy..
Nie powiedziałem jej tego oczywiście, byłoby to z mojej strony dośc głupie.
Bo przed chwilą w pewnm sensie naprawiłem wszystko, a tak bym znowu zjebał..
Zuza powiedziała, że przywykła do tego, że każdy ją oszukuje, że nikt nie ma do niej szacunku..
Chciałem powiedzieć, że to nieprawda, ale nie zdążyłem, gdyż ona tylko dodała, że zawsze będzie mnie pamiętać, że byłem wspaniałym człowiekiem.
Chwile później rzekła mi jeszcze Do widzenia i szybko wybiegła z pokoju.
Zamurowało mnie.
Po dośc krótkiej chwili ocknałem się i wybiegłem z pokoju znaleźć ją, bo dotarło do mnie co ona chce zrobić. Ale nigdzie jej nie było.
Zapdała się pod ziemię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz